wtorek, 27 listopada 2012

Kanapka Elvisa i Mój Ukochany Na Ciepło (tribute to "Milimoi")

Niby jest jeszcze w miarę ciepło, ale bez przesady... Ciało z klimatu strefy umiarkowanej już czuje pismo nosem... idzie zima. I bez względu na to, jak bardzo człowiek się opiera, geny pamiętające trudy ostatniego zlodowacenia, przypominają o gromadzeniu zapasów. Ma się ochotę na więcej dań treściwych i na pewno ciepłych. Micha sałaty, bez względu na to, jak smaczna i cudownie niskokaloryczna, nie wystarczy.

Wychodząc na przeciw naturze, raczę się, ale tak w sam raz.
Będzie więc o bananach i maśle orzechowym.
Znam dwa smaczne sposoby na jesienno-zimowe kalorie z jednoczesnym użyciem obu.
=================================================================

Na przykład taka KANAPKA ELVISA

Według legendy była to ulubiona przekąska Elvisa Presleya, choć podobno dodawał tam jeszcze smażony bekon. Z oczywistych dla mnie względów pomijam bekon.

Moja wersja Kanapki Elvisa [fot. A.Romaniecka]
Składniki na 1 osobę - bo to jadam samotnie. Domownicy nie przepadają...

2 połówki kawałka żytniej bagietki (może być pszenna, ale żytnia zdrowsza... ew. 2 kromki chleba tostowego)
Masło orzechowe - z orzechów ziemnych, nie Nutella (!)
Banan

Opiekam pieczywo w tosterze. Smaruję masłem, układam plastry banana (dużo!!!). Składam albo i nie.
Mniam - ssssmaczne...! I proste - nie da się zepsuć.

=================================================================
Innego dnia, wykorzystując "nabyte drogą kupna" masło orzechowe i banany, można sobie jeszcze zafundować o poranku, lub jak kto woli na dobranoc, MOJEGO UKOCHANEGO NA CIEPŁO . Zapewniam, że nie chodzi o żadne "takie tam" ;-) 

Jest to płynne, ciepłe i rozleniwiające ukojenie, którego spróbowałam pierwszy raz kilka lat temu w uroczej kawiarni w Podkowie Leśnej. Mowa o kultowym już miejscu: "Milimoi". Nie pamiętam, czy jest to pomysł ichni - tak czy inaczej można to tam wypić.

Poniżej podaję moją wegańską wersję tego boskiego nektaru, który świetnie zastępuje posiłek.

Składniki na 2 osoby

0,5 l mleka - w przypadku wegan: sojowego lub innego roślinnego
średniej wielkości banan
1 kopiasta łyżka masła orzechowego (z orzechów ziemnych!)
Ew. brązowy cukier
wanilia

Mleko podgrzać, ale nie gotować.
Dodać pokrojonego w cząstki banana i masło orzechowe - łatwo schodzi z łyżki w ciepłym mleku. Dodać cukier z wanilią. Czasem banan jest tak słodki, że nie ma co dosładzać. Wtedy można dać samą wanilię (tzn. wyskrobać te czarne drobinki ze strąka). Krótko zmiksować blenderem. 
Kolor bardzo dyskusyjny, ale za to smak cudny... Dzieciom też będzie smakować :-)

Teraz pozostaje tylko mlasnąć ze smakiem, wytrzeć dzióbek, pogłaskać domowe zwierzę i zaszyć się             z książką w jakieś przytulne miejsce... Wzorem Muminków można jeszcze przed nieuchronną hibernacją  zapchać się leśnym igliwiem. I aby do wiosny, aby do wiosny...

wtorek, 20 listopada 2012

Dynia na warsztacie: podejście nr 1 i nr 2

Zasadniczo bardzo się lubimy. Tę wzajemną sympatię przerywały krótkie epizody braków na półkach zaprzyjaźnionego sklepu. Bo dynia w occie to od kilku lat mój przysmak. W zasadzie jem ją do wszystkiego. Szczęśliwie ani Najlepszy Przyjaciel, ani też Kochane Potomstwo, nie przepadają za tym smakiem. Tym więcej dla mnie. Z tym, że osobiście doprawiam każdy kupiony słoiczek goździkami. Wrzucam ich kilka i ponownie zakręcam słoik. Po dobie smak jest niebiański...

Obieranie dyni to prawie sport ekstremalny [fot. A.Romaniecka]
Wiedziona dyniowym instynktem pokusiłam się ostatnio na obczyźnie o spróbowanie dziwnej potrawy wegańskiej. Soczewica, bataty, dynia i fenkuł. Miało być zdrowo, w związku z tym - nadal nie rozumiem tego fenomenu - przypraw w zasadzie nie było. No może nieco soli. Smak był pastewny i jakiś taki paździerzowaty. Sytuację ratowały tylko duże kawałki idealnie uduszonej dyni. Smak i konsystencja absolutnie boska, mimo, że bez goździków - trudno uwierzyć, ale jednak było smaczne. 

Zainspirowana, po powrocie do domu rozprawiłam się z dynią podarowaną przez Rodzicielkę. Jest z tym zabawa. I strasznie tego dużo! Nie było więc wyjścia - przez weekend do obiadów dodawałam więc dynię.
Oto, co wymyśliłam.

 Dynia z mlekiem kokosowym, orzechami ziemnymi i kolendrą  

P  o  l  e  c  a  m!



Dynia z mlekiem kokosowym, orzechami ziemnymi i kolendrą [fot. A.Romaniecka]
  • 0,5 kg pokrojonej w dużą kostkę, obranej dyni
  • 4 średniej wielkości ziemniaki - pokrojone w większą kostkę
  • 2 duże cebule (zwykłe), pokrojone w półkrążki
  • 3 duże ząbki czosnku, posiekane drobno
  • małe lub średnie mleko kokosowe (ja kupuję w małym kartoniku)
  • 2 garści niesolonych, obranych i nie prażonych orzeszków ziemnych
  • 1/2 szklanki fasolki mung lub jakiejkolwiek soczewicy
  • świeża kolendra (posiekać)
  • można ew. dodać 2 średnie marchewki (pokrojone w cienkie talarki)

  • 2 łyżki curry
  • sól, pieprz, brązowy cukier, 2 szkl. wody

Pokrojoną dynię ugotować. na parze. W międzyczasie udusić na oliwie cebulę i czosnek, dodając wszystkie przyprawy, łącznie z cukrem. Jak cebula zmięknie i lekko zbrązowieje, wlać wodę i wsypać fasolkę/soczewicę i orzechy. Dodać pokrojoną marchewkę. Całość gotować pod przykryciem aż fasolka/soczewica i marchew będą miękkie - ok 15 minut. 
Po ugotowaniu dyni na parze, przełożyć ją do miski. Ugotować na parze pokrojone ziemniaki. Po ugotowaniu, dodać oba warzywa do garnka z fasolką/soczewicą. Dodać mleko kokosowe. Chwilę poddusić, ale nie za długo, by dynia i ziemniaki nie rozpadły się.
Podawać w miskach z posiekaną świeżą kolendrą. Koniecznie wymieszać kolendrę z daniem przed zjedzeniem, aby jej aromat rozłożył się równomiernie. 
Danie smakowo przypomina kuchnię tajską lub indonezyjską, bo jest nieco słodkie. Kolendra nadaje mu egzotycznego posmaku. W sam raz na okres jesienno-zimowy. Czas wykonania: ok 20 min. z gotowaniem.


Sos szpinakowo-czosnkowo-dyniowy do spaghetti - PORAŻKA - NIE PRÓBOWAĆ!

Stanowczo odradzam. Nawet nie podam przepisu. Idea z grubsza była następująca: sos ze świeżego szpinaku robiony jak zwykle na oliwie i wcześniej podduszonej czerwonej cebuli krojonej w ósemki. I czosnek. Doprawione śmietaną owsianą (tak!tak! to zagęszczone mleko owsiane, alternatywa do sojowego). Z racji tego, że dyni u nas teraz dużo, i ona dołączyła do składu. I to był błąd. Zjeść, zjedzono, ale miny wyrażały zaledwie uprzejmą tolerancję.

Dynię jeszcze mam, więc wkrótce kolejne próby...

poniedziałek, 19 listopada 2012

Bez propagandy. Samo jedzenie!

Nie zamierzam nikogo przekonywać, że weganizm czy wegetarianizm są lepsze - kwestia osobistego wyboru i światopoglądu.

Ale jedno jest pewne: weganie też jedzą smacznie. Poważnie - bez jaj :-) Bez nabiału w ogóle!
Smaki Bliskiego Wschodu w moim wykonaniu: tabbouleh, falafele, hummus, rukola z oliwą, kukurydza gotowana i oliwki [fot. A. Romaniecka]

Nie jem mięsa od 23 lat. Od niemal 3 miesięcy wyłączyłam z diety pozostałe produkty zwierzęce. Z różnych powodów. Także zdrowotnych. Przez ostatni rok zjedzenie jogurtu, czy sera, natychmiast kończyło się męczącym kaszlem.

Ale to już przeszłość.
Pierwsze dni na diecie wegańskiej, mimo zapisania się do różnych start-up'ów (Polska, USA, UK), był czasem lekkiej paniki. Kawa z mlekiem sojowym - horror... Okazało się też, choć wcześniej jakoś o tym nie pomyślałam, że z ciast i ciastek w kawiarniach - nici. Też horror. I w ogóle słodycze wegańskie to rzadkość. Nie ma rady, co zrobić.. Będzie chudnięcie...
W sumie więc, choć nie taki był zamysł, zaczyna mnie być mniej. Oczywiście się cieszę :-)

W wegańskiej przygodzie, z odwagą i równie wielkim entuzjazmem, towarzyszy mi mój Najlepszy Przyjaciel, wegetarianin dłużej niż ja. W weekendy wegańskie dania próbuje też dorosłe już, Kochane Potomstwo.

W międzyczasie kawa z mlekiem sojowym zaczęła smakować. Co więcej - polubiłam też samo espresso :-)

Mój blog w zamyśle jest zapisem radosnej twórczości kulinarnej i testowania na sobie oraz bliskich, rozmaitych przepisów. Jednym słowem, sukcesy i porażki przy blacie wegańskiej kuchni.