poniedziałek, 10 grudnia 2012

dla zziębniętego drwala :-)

Jest pięknie...! I zimno...!
Ale ostatecznie to zima w Polsce, a nie wiosna na Malediwach.

I z tej okazji dziś w kociołku coś dla zziębniętych i ciężko pracujących - drwali, na przykład. Tak, aby można było się najeść, szybko rozgrzać, a przy tym dzierżyć łyżkę w poczuciu, że się, prawda, je, a nie bawi nożem i widelcem. Żadna to pochwała prostackich manier, ile reklama prostego, sycącego dania, dla odmiany w klimacie lokalnym. Nie jakieś tam azjatyckie, czy arabskie wymysły ;-)

Potrawę, jakżeby inaczej, ochrzciłam stosowną nazwą...

Kasza Drwala [fot. A.Romaniecka]

Kasza Drwala

składniki dla 2-3 zziębniętych i głodnych:

0,5 kg kaszy jęczmiennej, gruboziarnistej mazurskiej
0,5 kg dużych pieczarek
3 duże cebule
2 duże marchewki
1 duży ząbek czosnku
olej
świeży koperek
świeży majeranek, w ostateczności 1 łyżka suszonego
sól do smaku

Czas przygotowania: 20-30 min (z gotowaniem kaszy włącznie).

Kaszę z odrobiną soli ugotować na sypko. W tym czasie pokroić w talarki obrane marchewki i ugotować je na parze. Niby można w wodzie, ale marchewka straci przez to więcej wartości odżywczych i na pewno zubożeje smakowo. W czasie, gdy marchewka się gotuje, pokroić pieczarki w plastry, raczej grubsze niż cienkie. Ja pieczarek nie obieram, ale dokładnie je myję i osuszam. 

W większym płaskim garnku udusić pod przykryciem pieczarki na oleju, z dodatkiem soli i pokrojonym w cienkie plasterki czosnkiem (nie wyciskać  czosnku, ale pokroić). Pamiętać o mieszaniu od czasu do czasu. W tym czasie, gdy nadal gotuje się kasza, marchewka, oraz duszą pieczarki, trzeba zabrać się za krojenie cebuli w piórka. Poddusić ją z odrobiną soli na oleju - też pod przykryciem. Ugotowaną na sypko gorącą kaszę wsypać do uduszonych pieczarek. Dorzucić ugotowane talarki z marchewek. Dodać dużo posiekanego świeżego koperku. Wymieszać. Warto dodać jeszcze świeży, mrożony majeranek. Może być też taki z doniczki z marketu - pewnie jeszcze lepiej. Przykryć, aby aromat ziół przeszedł całość. W tym czasie cebula elegancko się już udusi. Trzeba ją dodać do potrawy i dobrze wymieszać. Przykryć i zostawić na 3 minuty, aby smaki się "przegryzły". 

Będzie dobre, oj tak...   :-)

wtorek, 4 grudnia 2012

W marokańskim słońcu

Wspomnienia z Maroka [fot. A.Romaniecka]
 
Jaki byłby temperament Polaków, gdybyśmy mieli nad sobą przez większość roku słońce i błękitne niebo? 

W krajach, gdzie tych dóbr jest pod dostatkiem, nawet gdy warunki życia skromne, ludzie wydają się mniej marudzić. Póki co jednak, wokół sezon bezlistny i szarawy, więc trudno nie utyskiwać... Tym bardziej więc wspominam ciepłe i słoneczne miejsca, w których kiedyś byłam. A że wspomnienia niosą ze sobą także doznania kulinarne, łatwiej wywołać w głowie obrazy z podróży, gdy przygotowuje się coś, co się gdzieś tam daleko jadło.

I tym sposobem naszło mnie na hummus... Bo Maroko i Marrakesz. Bo mnóstwo kolorów, dźwięków i zapachów. Miasto, które nie śpi.        I choć w Marrakeszu hummus jadłam tylko raz, to był to najlepszy raz w moim życiu. Od tej pory, ilekroć robię własny, próbuję uzyskać ten sam smak. I jest już całkiem nieźle :-) 

Nie będę opisywać wszystkich wrażeń z Maroka. Zamiast tego wklejam kolaż z moich zdjęć - tych, które najbardziej kojarzą mi się z tą podróżą. 

Dobra - teraz hummus!
Wyjdzie go dużo - akurat na spotkanie w większym gronie. W przeciwnym razie przez kolejne 3 dni menu będzie monotonne...

HUMMUS czyli pyszna pasta z cieciorki


Hummus mojej roboty :-)
Składniki:

0,5 kg cieciorki, zwanej też ciecierzycą
2 duże ząbki czosnku
1 łyżka tahini czyli pasty sezamowej
sok z połówki niedużej cytryny
0,5 - 1 szklanka wody
1/4 szklanki dobrej oliwy extra virgin
mielony kumin (przyprawa indyjska i bliskowschodnia, nie mylić z kminkiem, nazwa w hindi: jeera).
sól

Cieciorkę zalać wrzątkiem. Wody wlać sporo ponad powierzchnię cieciorki, bo szybko ją wchłonie. Zostawić najlepiej na noc lub min. 6h.  Ugotować do miękkości w tej samej wodzie. Może potrwać to ok. 1h. Pod koniec gotowania wsypać płaską łyżkę soli. Po ugotowaniu odcedzić i ostudzić - zachować 1 szklankę wywaru. Stopniowo wsypywać do pojemnika robota kuchennego - nie mielić wszystkiego naraz. Dodać kilka łyżek wody, aby masa lepiej się zmiksowała i stopniowo dosypywać cieciorkę. Dodać w trakcie zgnieciony czosnek, łyżkę tahini, łyżkę mielonego kuminu, sok z cytryny i 3 łyżki oliwy. Miksować dalej. Gdyby masa nadal była za gęsta, dodać kilka łyżek wywaru i 1 łyżkę oliwy. Dosolić, jeśli trzeba. Ważne, aby nie przesadzić. Masa ma być na tyle gęsta, aby nie spadała z pieczywa.

Aby hummus nie wysechł, na wierzch leję odrobinę oliwy. Posypuję lekko kuminem. Można jeszcze dodać  trochę posiekanej kolendry.
Hummus wspaniale smakuje na podpieczonym w tosterze pieczywie, albo po prostu wyjadany bezpośrednio z miski własnie za pomocą np. kawałków bagietki czy ciepłego pieczywa typu naan czy pita. Jest to danie bardzo sycące, bo ciecierzyca ma dużo białka.
Hummus wytrzyma w lodówce max. 3 dni. Po wyjęciu z lodówki wzmacnia się jego czosnkowy smak, więc trzeba mieć to na uwadze ;-)

W Maroku zajadałam się wegetariańską wersją podstawowego, prostego dania Tajin [czyt. tażin]. W zasadzie jest to nazwa naczynia z gliny ze stożkowatą pokrywą, w którym przygotowuje się najrozmaitsze potrawy, także na słodko.
Mój tajin - średnica 35 cm
Udało mi się przytaszczyć do Polski takie cudo - ciężkie jako cholera. W manufakturze, gdzie je wyrabiano można było kupić bardzo ozdobne wersje, ale koleżanka D. - znawczyni miejscowej kultury i kuchni, wybrała mi taki prawdziwy tajin. Przeprowadziłam dwie próby - obie średnio udane. Jednak po kolejnej podróży - tym razem do Marrakeszu, olśniło mnie, jak należy to doprawiać i zamierzam próbować do skutku :-) 

Tak wyglądały nasze obiady w Marrakeszu :-) Po zdjęciu pokrywy potrawę podaje się w tym samym półmisku, w którym się gotowała. Trochę jak gotowanie na parze - warzywa zachowują swój smak i aromat.
Rozmarzyłam się... ech, słodka herbata ze świeżej mięty pita w marokańskim słońcu przy Placu Jemaa el-Fnaa... Może kiedyś raz jeszcze... Inshallah... Jak Bóg da...



Słodka herbata ze świeżej mięty w słonecznym Maroku [fot. A.Romaniecka]



sobota, 1 grudnia 2012

Od Zuzanny dla Hansa Klossa

Aby wejść w klimat, konieczne jest postawienie pytania (i kliknięcie):

Bo sława paryskiego Placu Pigalle mało ma wspólnego z kasztanami. Już pewnie bardziej z Zuzanną. Albo koleżankami Zuzanny...
To okolica pełna nocnych klubów i sex-shopów. Są i kabarety, a wśród nich słynny Moulin Rouge. Na ulicach tej dzielnicy Edith Piaf, za młodu, zarabiała śpiewem na jedzenie. Jeszcze wcześniej, w bezpośrednim sąsiedztwie swoją pracownię miał Henri de Toulouse-Lautrec. Zainteresowanych twórczością tego artysty odsyłam także tu: Henri de Toulouse-Lautrec page .

Wracając do kasztanów - smaczne to i zdrowe. Ni to słodki ziemniak, ni to orzech o karmelowym posmaku. Mam na myśli oczywiście kasztany jadalne. Nasze rodzime lepiej zostawić na robienie ludzików lub odpromienników pod łóżka (!). 

Niegdyś w Polsce rarytas, teraz pojawiają się częściej w sklepach i nie są jakoś bardzo drogie. Kupiłam dziś pół kilo - wystarczy na dwa rzuty dla dwóch osób, bo są bardzo sycące. Kilogram kosztuje ok. 15 zł. 
Jest kilka sposobów na upieczenie kasztanów. Poniżej mój, a powyżej zdjęcia z dzisiejszego pieczenia :-)

PIECZONE KASZTANY

0,5 kg kasztanów jadalnych


1. Kasztany naciąć na krzyż od strony wybrzuszonej ostrym nożem - uwaga, bo łatwo o amputację palców! 
2. Wsypać kasztany do wrzącej wody. Gotować max. 10 minut.
3. W tym czasie rozgrzać piekarnik do ok. 180 stopni.
4. Odcedzone kasztany układać na blasze (na pergaminie), płaską stroną do dołu.
5. Piec ok. 15 minut, choć to zależy od piekarnika. W każdym razie pęknięte kasztany powinny być ciemnozłote, a nie ciemnobrązowe.

Voila!
Najlepiej jeść gorące. Obiera się twardą skorupę i włóknistą otoczkę.

A - jeszcze jedno. Kupując kasztany, należy wybierać te ładne, o błyszczącej łupinie. Bez dziurek, bo w środku będzie robak. Nie kupować też takich, które mają w środku za duży luz. Nie, że są nadmiernie rozbawione ;-) Po prostu jeśli "grzechoczą" to znaczy, że za bardzo wyschły. Z kolei ciemne plamy na łupinie mogą wskazywać na pleśń.

Okazuje się, że w Polsce podobno całkiem dobrze udaje się uprawa kasztanów jadalnych. Marzy mi się takie drzewo...